| |
KUCHNIA LOFOTÓW JEST LEPSZA, NIŻ SIĘ MOŻE WYDAWAĆ.
POD WARUNKEM ŻE LUBIMY KULINARNE EKSPERYMENTY.
CO
PRAWDA pierwsza wizyta w supermarkecie może nas lekko sfrustrować.
Mrożonki, jak okiem sięgnąć. Mięso - wyłącznie z zamrażarki, w
dodatku jego ceny przyprawiają o zawrót głowy. Na półkach kozi
ser o karmelowym smaku. Pudding z krwi albo mus z płucek - odstraszające
nawet dla niejednego Norwega. Nic dziwnego, że szybciutko się wycofujemy
i szukamy najbliższej restauracji. Pod warunkiem że w okolicy w
ogóle jakaś jest. Przy cenach około 13 euro za talerz zupy kasa
urlopowa topnieje nam w oczach. Zaczynamy żałować, że ulegliśmy
pokusie INNEGO urlopu, kiedy przecież we Włoszech albo w Grecji
było zawsze tak fajnie...
Jeszcze kilka lat temu nierzadka sytuacja. Ale z
czasem większość supermarketów dopasowała się do życzeń turystów
i nowoczesnej kuchni
młodego pokolenia. Szczególnie wart polecenia jest Mega-Coop
w centrum handlowym AMFI w Svolvar. Znajdziemy tu bar sałatkowy,
świeże mięso i ryby, śródziemnomorskie antipasti, jak również
towary
egzotyczne: od cytrynowej trawy poprzez sushi do niebieskich
ziemniaków z Kongo. Jednakże kto chętnie w kuchni eksperymentuje,
ten znajdzie
również w innych supermarketach mały kulinarny raj. Jego podstawą
jest szczególnie duży wybór przetworów rybnych, raczej nieznanych
przybyszowi ze środkowej Europy. Gdyż bez ryb nie byłoby Lofotów.
WARTE
SPRÓBOWANIA. Zanim więc wydamy
fortunę na wołowy stek, wypróbujmy kilka tutejszych specjalności.
Mocną stroną lofockiej kuchni jest, jakżeby inaczej, ryba w niezliczonej
ilości wariantów; nierzadko stanowiących wyzwanie dla nieobytych
ze smakowymi niespodziankami zagranicznych turystów. Z kolei typowe
dania mięsne, jak jagnięcina z kapustą czy solona jagnięcina z
ziemniakami i brukwią raczej nie stanowią wartego polecenia kulinarnego
przeżycia.
Odkrywczą podróż przez supermarket rozpoczynamy przy regale z marynatami
śledziowymi, sild. Podaje się je o każdej porze dnia, nie wykluczając
śniadania. Sild dostępny jest w przeróżnych smakowych wariantach.
Od kremet (w śmietanie), sur (kwaśno-słodki), pepper (z pieprzem),
lok (z cebulką), krydder (w ziołach), sennep (w musztardzie), karri
(z curry) do madeirasild (w madeira): skosztować warto, a delikatny
smak marynat może niejednego sceptyka przyjemnie zaskoczyć. Kolejne
specjalności, jak fiskepudding (pudding
z ryb) albo fiskekaker (kotlety mielone z ryb) są raczej sprawą
gustu, za to fiskeboller (klopsy
z ryb) zasługują na spróbowanie. Podane w białym sosie z gałką
muszkatołową i surówką z marchewki
mogą stać się nieoczekiwanym smakołykiem. Prawdziwym lofockim rarytasem
są torsketunger (języki
dorszy), cieszące się dużym powodzeniem nawet u smakoszy we francuskich
restauracjach.
Wedłung starego lofockiego obyczaju, wycinanie języków pozostawiano
młodzieży, która w ten sposób zdobywała swoje kieszonkowe, a i
przygotowywała się do późniejszego zawodu rybaka. Kiedy jednak
zajęcie to okazało się lukratywnym, przejęli je także zawodowi
rybacy.
Dla zainteresowanych dołączamy przepis na języki dorszy, nie z
Paryża, ale z własnej kuchni. Pozostaje tylko jedno: wypróbować
i samemu się przekonać!
BAZĘ
TRADYCYJNEJ LOFOCKIEJ KUCHNI stanowi od wieków
znany na całym świecie suszony Stockfisch,
po norwesku torrfisk. Na specjalnych drewnianych konstrukcjach
o kształcie piramidy -
hjell - rozwieszone do suszenia ryby, głównie arktyczny dorsz (skrei),
przez dwanaście tygodni poddawane są naturalnemu procesowi suszenia
przez wiatr i słońce. Od lutego do maja, w okresie lofockiego rybołóstwa
i sezonie produkcji Stockfisha, napotykamy na niego w każdym zakątku
archipelagu, a w powietrzu unosi się typowy dla tego okresu zapach
suszących się ryb. W przeciągu liczącej tysiąc lat tradycji Stockfish'a
rozwinięto i udoskonalono kilka wariantów suszonych ryb. Jednym
z nich jest rozłożony do suszenia na skałach i pozbawiony ości
Klippfisch;
klippfisk, (klippe skała), suszony z użyciem dużej ilości soli.
Torrfisk natomiast uzyskuje się bez zastosowania soli,
wyłącznie porzez naturalne działanie wiatru i słońca, a śnieg i
mróz chronią go dodatkowo przed insektami i bakteriami. W epoce
średniowiecza sól była drogim i wartościowym produktem; solenie
ryb zyskało na popularności dopiero w XVIII wieku, po odkryciu
tanich źródeł soli w Europie Południowej. Dziś suszony arktyczny
dorsz z Lofotów stanowi bazę wielu smacznych i kreatywnych dań,
cieszących się ogromną popularnością, głównie w krajach basenu
śródziemnomorskiego, np. we Włoszech. W Europie i Ameryce Południowej
istnieje ponad 2000 różnych wariantów tylko samego Bacalao; również
na Lofotach każda pani domu ma swój własny, otoczony skrzętną tajemnicą
rodzinny przepis.
Wskazówka dla chętnych do skosztowania słynnego Stockfish'a: w
prawie każdym sklepie na Lofotach można kupić gotowe do wypróbowania
porcje. Opakowana w folię suszona ryba nie roztacza co prawda typowego
zapachu, za to jest smakowo neutralna. Aby rzeczywiście poznać
smak suszonych ryb rodem z Lofotów, po prostu zapytaj o nie miejscowych;
prawie każdy z nich dysponuje własnym torrfisk - zapasem; dla wielu
pozostaje Stockfish od tysiąca już lat najlepszym smakołykiem.
WYŁĄCZNIE TYM, KTÓRZY KOCHAJĄ
EKSPERYMENTY można polecić
lutefisk, suszonego dorsza poddanego ługowaniu węglanem
potasu. Ta egzotyczna odmiana Stockfish'a jest tradycyjną
potrawą Północy - z wyjątkiem Danii - którą uzyskuje się
z torrfisk lub klippfisk w trakcie specjalnego procesu
ługowania (lut). Suszonego dorsza wpierw namacza się na
5 do 6 dni w zimnej, codziennie zmienianej wodzie, a następnie
przez 2 dni poddaje ługowaniu. Podczas tego procesu mięso
nabrzmiewa do podwójnej objętości, jednocześnie zawartość
protein redukuje się o połowę - dzięki czemu uzyskuje ono
charakterystyczną, galaretowatą konsystencję. Po skończonym
procesie ługowania wartość pH ryby wynosi od 11 do 12,
i jest ona trująca. Dopiero ponowne wymoczenie w zimnej
wodzie przez następne 10 dni pozbawia rybę trucizny i czyni
ją przydatną do spożycia. Jako tradycyjną potrawę podaje
się lutefisk dla uświetniena wielkich uroczystości, w tym
również tak zwanej małej wigilii 23 grudnia - ze smażonym
boczkiem, na brązowo zesmażoną cebulką, purée z groszku,
ugotowaną brukwią, solonymi orzeszkami i syropem.
Zwolennicy mniej przygodowych kulinarnych wypadów odkryją też
coś dla siebie - proste dania lofockiej kuchni: gotowanego dorsza
z ziemniakami lub łososia z grilla - to potrawy zadowalające nawet
najbardziej wymagających smakoszy. Bezpośrednio z morza na talerz
taka świeżość nie ma sobie równych. Smacznego!
<<< powrót
|